ad

Translate

Indie Południowe

Trasa Wyprawy


Wstęp

Trzynaście lat po pierwszej wyprawie do Indii jadę z Moniką i Małgosią po raz drugi na hinduski subkontynent. Tym razem zmierzamy na południe. Mając w pamięci doświadczenia z pierwszej wyprawy oczekuję wielu wyzwań zarówno w kontaktach z tubylcami, jak i z kuchnią hinduską. Do Indii jest potrzebna wiza, którą tym razem można nabyć w Warszawie, poprzez specjalnie wyznaczoną przez ambasadę agencję turystyczną. Druga tańsza opcja, koszt ok. 50 USD, to wykupienie przez Internet promesy wizowej, którą przedstawimy służbom granicznym na lotnisku w Indiach. W obu przypadkach musicie wypełnić niekończące się ankiety, w których trzeba podać wszelkie możliwe wrażliwe dane osobowe. Wypełnienie dziesiątek rubryk trwa ponad godzinę. Później musimy zapłacić kartą debetową lub kredytową 48 USD (styczeń 2017 r.) plus ok 2 USD prowizji bankowej.
Na lotnisku w Mumbai procedura paszportowa jest bardzo sprawna, zupełnie jak nie w Indiach. Z paszportem dostarczamy wydrukowany dokument potwierdzający otrzymanie i opłacenie promesy wizowej. Przed wyjazdem do Indii należy pamiętać o wydrukowaniu emaila, potwierdzającego otrzymanie w/w promesy. Służby lotniskowe depczą nasze prawo do prywatności i pobierają odciski palców, jak od potencjalnych przestępców.
Na lotnisku jest kilka kantorów wymiany, ale oferują one takie same i niekorzystne kursy wymiany walut. Dodatkowo musimy zapłacić prowizję 300 INR. Niestety należy wymienić trochę kasę, żeby opłacić taksówkę do centrum Mumbai i ewentualnie pierwszy nocleg – posiłki. 20-50 Euro powinno być wystarczające. Transport z lotniska do Colaby, turystycznej dzielnicy w Mumbai kosztuje 700-750 IRN w taksówce pre-paid.

Mumbai

W Mumbai nocujemy w hotelu Holiday Inn Mumabi (nie ma nic wspólnego z siecią hoteli rodziny Paris Hilton) – email hameedameer.v(at)gmail.com. Nocleg zarezerwowaliśmy z polski via email. Trzyosobowy pokój z łazienką i śniadaniem kosztował 2 600 INR. Standard pokoju był ok i śniadanie smaczne. Hotel jest położony na skraju dzielnicy słynnych slamsów. Ponad 60% mieszkańców miasta żyje w ubóstwie. Przemieszczając się taksówką lub pieszo z hotelu w kierunku dzielnicy turystycznej obserwujmy w jak skromnych warunkach żyją mieszkańcy slamsów. Trzeba to zobaczyć. Można również wykupić wycieczkę po slamsach z przewodnikiem. Warto rozważyć tą opcje, tym bardziej, że część pieniędzy podobno idzie na pomoc biednym mieszkańcom. Trzeba zobaczyć slamsy z okna taksówki, samodzielnie spacerując lub w formie zorganizowanej.
Kolejnym punktem 'a must' jest pralnia Dhobi Ghat. Pracuje, mieszka tam kilka tysięcy osób. Do pralni można dojechać pociągiem – stacja Mahalaxmi railway station. Najlepszy, panoramiczny, widok jest z mostu nad torami, który prowadzi do wspomnianej stacji kolejowej. Na teren pralni za bardzo nie można wejść. Pojawiają się cwaniacy, którzy chcą kasy za oprowadzenie po ogromnym terenem. Są namolni i agresywni. Zapraszam do galerii zdjęć żeby zobaczyć namiastkę niesamowitego miejsca. Ostatnim miejscem, które można zobaczyć jest dzielnica Colaba. Chodząc po ulicach podziwiamy kolonialne budynki. Koniecznie trzeba zobaczyć Taj Mahal Hotel, pobliską Gate to India i dworzec kolejowy Chhatrapati Shivaji. Zwiedzanie warto rozpocząć wcześniej rano ok. godz. 7, dzięki temu możemy się delektować w miarę spokojnej atmosferze perełkami architektury kolonialnej. Później tłumy mieszkańców, miejski hałas i ruch uliczny jest tak męczący, że zwiedzanie zmienia się w koszmar. Gdy mam już dość miejskiego zgiełku warto pójść do muzeum Chhatrapati Shivaji Maharaj Vastu Sangrahalaya. Wstęp kosztuje 500 INR, ale warto poświęcić pieniądze, żeby zobaczyć zgromadzone eksponaty. Jeżeli traktujemy Mumbai jako miasto tranzytowe i nie zamierzamy spędzić w nim więcej niż kilka godzin w muzeum można zostawić duże plecaki na czas wizyty. Jeżeli nie zamierzamy nocować w mieście można odpłatnie zostawić plecaki w schronisku Savation Army ( 50 INR za plecak)
Opcją wartą rozważenia jest również wizyta na Elephanta Island. Wstęp do jaskini 500 INR plus prom na wyspę. Jeżeli wybieramy się do Ajante i Ellore można sobie odpuścić Elephant Cave.
Opuszczając Mumbai drogą lotniczą warto pamiętać, że taksówka na lotnisko powinna kosztować ok 500 INR, czyli znacznie taniej niż w odwrotną stronę. Podana cena dotyczy taksówki bez klimatyzacji.

Ellora i Ajanta

Punktem wypadowym do Ellory i Ajanta jest Aurangabad. Z Mumabai jedziemy nocnym autobusem – sleeper. Zamiast siedzeń w autobusie są łóżka o długości ok 185 cm. Dostępne są miejsca podwójne i pojedyncze. Bilet na nocny autobus kosztuje 900 INR.
Wypoczęci opuszczamy autobus o 07.30 i idziemy do hotelu Panchavati. Za pokój 3 osobowy z klimatyzacją płacimy 1 500 INR. Na parterze jest bardzo dobra restauracja, w której warto jeść zjeść zarówno śniadania, jak i obiady. Standard pokoju jest dobry, jedzenie w restauracji wyśmienite, ale extra płatne.
Po śniadaniu idziemy na przystanek autobusowy i publicznym transportem po 30 INR jedziemy ok. godziny do Ellory. Wstęp na teren kompleksu kosztuje 500 INR. Na terenie zwiedzamy buddyjskie i hinduskie świątynie wybudowane na przestrzeni 4 wieków : (600 -1000 AD). Najbardziej okazale prezentuje się Kailasa Temple (cave 16). Ale pozostałe budynki sakralne również są godne polecenia. W weekend Ellore zwiedzają tłumy Hindusów. W spokoju będziemy oglądać świątynie w czasie tygodnia, niepokojeni jedynie przez handlarzy pamiątek. Na zwiedzanie kompleksu potrzeba ok 5-6 h plus ok 2-3 h na przejazd. Do Aurangabad wracamy późnym popołudniem i końcówkę dnia poświęcamy na zorganizowanie transportu do Ajante i biletu powrotnego do Mumabai.
Do Ajante jedziemy wynajętą taksówką (1 600 INR za cały dzień). Kompleks jest położony w bajecznej scenerii i ma kształt podkowy. Świątynie zostały wybudowane od 2 do 6 wieku AD. Wstęp do kompleksu kosztuje 500 INR. Zwiedzanie zajmuje ok 4-5 godzin.
Bardzo polecam zarówno Ajante i Ellore. Warto poświęcić 2 dni i spędzić dwie noce w sleeperze, żeby zobaczyć wspaniałe wykute przed wiekami w skałach świątynie buddyjskie i hinduskie.
Po dwóch dniach wracamy do Mumbai sleeperem, który tym razem kosztuje 670 INR. Sporo przepłaciliśmy za bilet do Aurangabad.

Varkala

Droga na plaże Varkali jest dwuetapowa. Z Mumbai lecimy samolotem do Trivandrum ( ok. 6 000 INR). W Trivandrum spędzamy jedną noc w hotelu Princess Inn (1 620 INR za 3-osobowy pokój z łazienką i śniadaniem). Cena nie jest dobra, ale po północy nie mieliśmy sił i możliwości żeby szukać tańszego noclegu. O poranku opuszczamy hotel i pieszo idziemy na dworzec autobusowy. Po kilkudziesięciu minutach wsiadamy do autobusy, którym jedziemy do Varkala (100 INR).
W nadmorskim kurorcie jest mnóstwo miejsc noclegowych. Miasteczko można podzielić na dwie części: północna – najbardziej rozrywkowa, południowa-idealna dla osób szukających ciszy i spokoju. Wybieramy południe, gdzie znajdujemy nocleg w hotelu Panchavati. Trójka z łazienką bez klimatyzacji kosztuje 900 INR. Późnym popołudniem pierwsza kąpiel w morzu lakshadiwskim czy jak wolicie po prostu w Oceanie Indyjskim.
Kolejne trzy dni spędzamy na pięknej plaży, którą z jednej strony otacza cieplutkie morze (25 stopni Celsjusza), a z drugiej malowniczy klif. Niestety przez większą część dnia nie ma cienia na plaży, a parasolki, które można wynająć są zbyt małe, żeby okryć cieniem nawet jedną osobą. Unikam słońca na plaży spędzając godziny w ciepłej morskiej wodzie. Kołysząc się wśród fal roztacza się przede mną piękny widok na plaże, clify i turystów, którzy lubią spędzać czas nad morzem w niekonwencjonalny sposób. Możecie zobaczyć to na filmie:
Poza kąpielami i plażowaniem na plażach Varkali koniecznie trzeba zobaczyć bardzo interesujące rytuały religijne, które hinduiści odprawiają na plażach. Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu z rytuałów:



Warto się również wybrać na spacer do Sri Shastha liczącej 2000 lat. Hinduska świątynia położona jest na wzgórzu. Na szczyt prowadzi kilkadziesiąt stopni. Tłumy pielgrzymów modlą się w akompaniamencie lokalnej muzyki, która jest grana na żywo przez lokalnych artystów. Niestety dostęp do świątyni dla innowierców jest bardzo ograniczony. Można oglądać ceremoniały religijne z progu budynku. Na szczęście swobodnie można przyglądać się modlącym Hindusom w małych kapliczkach na terenie kompleksu.
Średnio interesująca jest Black Beach. Maleńka plaża z czarnym piaskiem jest otoczona kamieniami. Plaża z czarnym piaskiem sprawia wrażenie brudnej.
Wieczorem można zrelaksować się w salonie masażu. Body massage polecam osobom, które czują się swobodnie nago. Intymne części ciała są zasłonięte jedynie wąskim papierowym paskiem o szerokości 5 cm. Koszt godzinnego masażu to 500 INR. Wchodząc do pokoju warto zwrócić uwagę na kamery. Niektóre panie wspominały o zamontowanych kamerach CCTV w pokojach przeznaczonych dla kobiet.
Wieczorami objadamy się rybami i owocami morza. Ceny za zestaw z soczkami kształtują się od 250 INR – 400 INR w zależności od rodzaju i wielkości dania. Na ulicach również można kupić soczki ze świeżo wyciskanych owoców, kokosy itp.
W Indiach byłem na plażach Varkali i Goa. Oczywiście warto odpocząć w obu miejscach, ale gdy czas czy plan wycieczki pozwala na odpoczynek w jednym z tych wspaniałych miejsc, polecam Varkala.

Backwaters

Z Varakli o poranku wyjeżdżamy rikszą (100 INR) na dworzec kolejowy. Pociąg do Kollam jedzie ok. 30 minut, a bilet w klasie SL kosztuje 120 INR. Za taksówkę z dworca na przystań płacimy 120 INR. O godzinie 10.30 wyruszamy łódką na 8 godzinną wyprawę kanałami backwaters, która miała się skończyć w Alleppey. Niestety w połowie drogi łódź się zepsuła i pozostały dystans do Alleppey pokonaliśmy autobusem. Kanaly Backwater są wspaniałe. Płynąc można obserwować malownicze i egzotyczne brzegi kanałów, codzienne życie mieszkających na brzegach kanału, łodzie rybackie i słynne chińskie sieci. Im bardziej wąski kanał tym ciekawsze obserwacje. Stąd najbardziej polecam wynająć małą łódkę na 3-4 godziny ( od 1000 INR) i delektować się wspaniałymi wrażeniami. Warto również przepłynąć większy dystans. Najtańszą i ciekawą opcją jest prom publiczny za kilkanaście rupii. Największy wypas to wynajęcie dużej łodzi na dobę lub dwie. W pakiecie jest nocleg, posiłki. Jednak za taką imprezę zapłacimy w tysiącach rupii. Jedną noc spędziliśmy w Alleppey. Za 3-osobowy pokój bez A/C i bez śniadania w hotelu KTC zapłaciliśmy 1 000 INR. W mieście na uwagę zasługuje pięknie zdobiona świątynia hinduska.

Cochin( Kochi)

Z Alleppey jedziemy do Cochin lokalnym autobusem (55 INR). Kierowca publicznego autobusu jedzie jak pirat drogowy. Bez przerwy używa klaksonu, wyprzedza na trzeciego, gwałtownie hamuje centymetry przed poprzedzającym pojazdem. Masakra. Szaleńcza jazda na niewiele się zdaje. Dystans ok. 50 km pokonujemy w dwie godziny.
Do Cochin docieramy w długi hinduski weekend. Bardzo trudno jest znaleźć nocleg i kupić bilet kolejowy lub autobusowy do kolejnej destynacji - Mysore. Chodzimy po mieście szukając noclegu. Cochin to miasto chrześcijan. Niemal na każdym skrzyżowaniu stoją kapliczki z krzyżem. Na domach umieszczone są napisy 'Kerala – God's own land'.
Po długich poszukiwaniach znajdujemy nocleg w Greenland Homestay prowadzonym przez chrześcijańską rodzinę. Za piękny pokój z A/C płacimy 1 200 INR.
W Cochin warto zobaczyć kościoły chrześcijańskie. Najładniejsze jest bez wątpienia katedra. Wchodząc do kościoła zdejmuje nie tylko nakrycia głowy, lecz również buty. Przed zwiedzaniem budynków sakralnych koniecznie sprawdźcie godziny otwarcia. Dotyczy to również synagogi w Cochin.
Warto wybrać się na spacer wzdłuż morza do Fort Cochin, gdzie zobaczymy w jaki sposób rybacy używają chińskich sieci do połowu ryb.
Wieczorem można wybrać się spektakl teatralny. Katokhali to tradycyjna hinduska sztuka, w której występują tylko mężczyźni. Grają oni również role kobiece. Piękne stroje wspaniale ucharakteryzowani aktorzy, gra mimiką twarzy i gestami czynią przestawienie jedynym w swoim rodzaju. Spektakl trwa ponad godzinę i kosztuje 300 INR. Można przyjść trochę wcześniej i zobaczyć jak za pomocą papieru, kleju i naturalnych farb są ucharakteryzowani aktorzy.
Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu z przedstawienia:

Kolejny dzień poświęcimy na wizytę w Dutch Palace(5 INR), Synagodze (5 INR) i lokalnym bazarze. Miejsca te niewątpliwie warto zobaczyć
Późnym popołudniem jedziemy taksówką do Ernakulum, skąd nocnym autobusem-sleeperem do Mysore.

Mysore

Z Cochin do Mysore jest ok. 270 km. Autobus potrzebuje 12 godzin, żeby przebyć ten zawrotny dystans. Warto pamiętać, że transport drogowy i kolejowy w Indiach jest bardzo mało wydajny. Niestety nie ma autobusów sleeper na tym odcinku. Męczymy się w tradycyjnym autobusie z klimatyzacją (800 INR).
W Mysore koniecznie trzeba zobaczyć imponujący pałac (200 INR). Zwiedzanie kompleksu zajmie kilka godzin. Niestety w środku budynku nie można robić zdjęć. Następnie udajemy się piechotą na bardzo klimatyczny bazar z owocami, warzywami, kwiatami i perfumami.
W Mysore sprzedaż mięsa jest zabroniona. Można kosztować jedynie potraw z kuchni wegetariańskiej. Wprawdzie nie zjemy schabowego, ale zupełnie legalnie zapalimy ziele w czasie zajęć, które mają przywrócić lub utrzymać równowagę duchową.

Hampi

O 19.00 opuszczamy, tym razem pociągiem w klasie 3AC, Mysore i jedziemy do Hopset. Miłym zaskoczeniem jest stan wagonu i zachowanie podróżnych. Na podłodze nie ma sterty łupinek po orzechach. W takich warunkach podróżowaliśmy 13 lat temu. Wszyscy pasażerowi dostali czyściutką pościel. Nie było żadnych kłótni o miejscówki. Jednym słowem zupełnie inne Indie. W tak komfortowych warunkach spałem 10 godzin. Rano dojeżdżamy do Hopset, skąd lokalnym autobusem (15 INR) jedziemy do Hampi. W wiosce można nocować po obu stronach rzeki, w części komercyjnej i zamieszkałej przez lokalną ludność. Wybieramy część lokalną. Kwater jest mnóstwo i ceny bardzo zróżnicowane. Za trzyosobowy pokój płacimy 1 000 INR. W Hampi, podobnie jak Mysore, nie można zjeść dań mięsnych.
W Hampi zwiedzamy dawne świątynie i budynki świeckie, których okres świetności przypadał na I połowę XVI wieku. Zabytki są rozrzucone na obszarze ok. 26 km. Potrzeba co najmniej 2 dni na zwiedzenie najważniejszych atrakcji. Większość zabytków jest dostępna za darmo. Jednak trzy najciekawsze obiekty są płatne. 500 INR musimy wydać na bilet combo, który obejmuje wspomniane trzy zabytki. Pamiętajmy, żeby nie wyrzucać biletu po zakupie. Trzeba będzie go okazać w trzech miejscach. Do przemieszczenia się między atrakcjami rozrzuconymi na dużym terenie najlepszym środkiem lokomocji jest rower. Trochę ruchu w 40 stopniowym upale nie zaszkodzi. Nie zapomnijcie o wodzie!!! Wypożyczenie roweru na cały dzień to koszt 100 INR. Moim zdaniem najbardziej atrakcyjna jest Vittal Temple. Do świątyni prowadzi malowniczy szlak, który częściowo pokonujemy rowerem, a częściowo pieszo. Niestety za wstęp do Vittal Temple należy zapłacić wspomniane 500 INR.
Jedno popołudnie warto spędzić na znajdującym się tuż obok wioski wzgórzu skalnym z ciekawymi budynkami sakralnymi. Ze wzgórza roztacza się piękny widok na zachodzące słońce. Pozostałe zabytki są również ciekawe i naprawdę warto zajrzeć do małej wioski o wspaniałych tradycjach. Na Hampi przeznaczcie 2-3 dni.

Palolam ( Goa)

Z Hampi, a dokładnie z oddalonego o ok. 20 km Hopset jedziemy autobusem sleeperm do Palolam. Podróż trwa całą noc. O 5 rano opuszczamy autobus na skrzyżowaniu oddalonym od nadmorskiego miasteczka o 3 km. Dystans pokonujemy pieszo. Na plaży czekamy na wschód słońca. O poranku jemy śniadanie i szukamy noclegu. Wybór wprawdzie jest duży, ale nasze oczekiwania na koniec pobytu również spore. Ponad godzinę krążymy po plaży w poszukiwaniu odpowiedniego bungalow. Problemem jest wielkość domków. Ogromna większość dostępnych bungalow jest przeznaczona dla dwóch osób, a my szukamy trójki. W końcu znajdujemy pięknie położone większe bungalow ok 30 m. od plaży. Koszt domku z tarasem, łazienką bez AC to 1 300 INR. Ośrodek Lacto Cressida Coco jest położony niedaleko plaży i tonie w zieleni. Wspaniałe i spokojne miejsca na kilkudniowy odpoczynek. W Palolam plaża jest piękna z drobnym piaseczkiem i palmami nachylonymi w kierunku morza. O poranku znajdziemy cień pod palmami. Wzdłuż plaży powstały restauracje, gdzie wieczorem można zjeść świeże ryby i owoce morza (ceny wysokie ok. 400-500 INR za danie). Taniej zjemy w miasteczku. Najbardziej opłaca się zamówić dużą rybę, którą zjemy we trójkę. Koszt ok 1000 INR.
Większość dnia spędzam w cieplutkim morzu lub hamaku na tarasie bungalow.

Noclegi

  • Mumbai: Holiday Inn (nie ma nic wspólnego z siecią hoteli rodziny Paris Hilton) – email hameedameer.v(at)gmail.com. Nocleg zarezerwowaliśmy z polski via email. Trzyosobowy pokój z łazienką i śniadaniem kosztował 2 600 INR. Standard pokoju był ok i śniadanie smaczne.
  • Aurangabad: hotelu Panchavati. Za pokój 3 osobowy z klimatyzacją płacimy 1 500 INR. Na parterze jest bardzo dobra restauracja, w której warto jeść zjeść zarówno śniadania, jak i obiady. Standard pokoju jest dobry, jedzenie w restauracji extra płatne, ale wyśmienite.
  • Varkala - hotel Panchavati. Trójka z łazienką bez klimatyzacji i śniadania kosztuje 900 INR
  • Alleppey. Za 3-osobowy pokój bez A/C i bez śniadania w hotelu KTC zapłaciliśmy 1 000 INR.
  • Cochin - Greenland Homestay prowadzony przez chrześcijańską rodzinę. Za piękny pokój z A/C płacimy 1 200 INR
  • Hampi – kwater jest mnóstwo o bardzo podobnej cenie. Za trzyosobowy pokój płacimy 1 000 INR.
  • Palolam - Lacto Cressida Coco jest położony niedaleko plaży i tonie w zieleni. Koszt domku z tarasem, łazienką bez AC to 1 300 INR. Ośrodek
  • Na koniec mała uwaga dotycząca noclegów. Wybierając hotel zwróćcie uwagę czy w pobliżu nie ma meczetów czy świątyń hinduskich. W przeciwnym razie o bardzo wczesnej porze nasz sen zostanie zakłócony przez głośne ceremonie religijne

Sleeper bus

Po Indiach warto jeździć autobusami sleeperami. Zamiast siedzeń w autobusie są łóżka o długości ok 185 cm. Dostępne są miejsca podwójne i pojedyncze. Cena biletu na całonocną podróż jest zbliżona do ceny za kuszetkę w pociągu, klasa 3AC. Ponadto dużo łatwiej jest kupić bilet na autobus sleeper niż kuszetkę w pociągu. Najbardziej komfortowe są miejsca w środku autobusu między kołami na poziomie 0. Gdy mamy miejsca na kołach lub na 1 poziomie bardzo kołysze. Podróżując nocą w sleeperach wypoczywamy i oszczędzamy czas i pieniądze na nocleg. W Indiach podróż pociągiem czy autobusem trwa mniej więcej tyle samo, czyli ok 300 km jedziemy całą noc.

Loty krajowe w Indiach

Planując wyprawę do Indii Południowych zamierzaliśmy spędzić dwa dni w Madurai. Mieliśmy tam lecieć z Mumbai. Założyliśmy, że kupimy tani bilet w jednej z kilku lokalnych linii lotniczych. Niestety okazało się, że loty last minute są bardzo drogie, ok 300 USD. Zmuszeni byliśmy zmienić plany i polecieć do Trivandrum. Gdy planujecie korzystać z lotów krajowych w Indiach pamiętajcie, żeby kupić bilet z wyprzedzeniem kilku tygodniowym, podobnie jak w Air Asia. Najlepiej zrobić to jeszcze przed wakacjami. Zakup przez internet z wyprzedzeniem jest najbardziej korzystny.

Jedzenie

W przeciwieństwie do północnych Indii, które odwiedziłem 13 lat temu jedzenie w południowych Indiach bardzo mi smakowało. Starałem się próbować rozmaite lokalne potrawy. Śniadania jednak stanowiły wyjątek od tej reguły. Zdarzyły się typowe dla europejskiej kuchni naleśniki, jajecznice z kawą i herbatą. Koszt śniadania to 60-150 INR. W ciągu dnia kosztowaliśmy świeżo wyciskane soczki z pomarańczy, ananasa, marchewki, granatu, buraczków itd. Soczki kosztowały od 30-50 INR. Za herbatę/kawę w restauracji zapłacimy od 30 INR do 50 INR. Alkohole w Indiach są bardzo drogie, niestety dotyczy to również piwa (150-300 INR), polecam abstynencje i delektowanie się soczkami. W porze lunch lub obiadu na posiłek wydamy od 150-400 INR. Tańsze są potrawy wegetariańskie. W nadmorskich miejscowościach polecam ryby i owoce morze. Przed restauracjami wystawione są świeże ryby lub owoce morze. Podchodzimy, wybieramy i targujemy się. Duże ryby przyrządzone dla kilku osób są najbardziej opłacalne. Jeśli mamy wątpliwości co do świeżości ryby należy sprawdzić oczy i skrzela stworzenia. Oczy nie powinny być zamglone, a po delikatnym odgięciu wieczek skrzelowych wewnątrz powinniśmy w środku ujrzeć krwisto czerwoną barwę. Gdy oba powyższe warunki są spełnione, zamawiajmy rybkę.
W chrześcijańskiej Kareli i Goa bez problemu kupimy danie mięsne. Natomiast w Mysore i Hampi nie można w ogóle kupić mięsa.

Mieszkańcy południowych Indii

Do Indii odbyłem dwie podróże, które dzielił szmat czasu, 13 lat.
Zupełnie inaczej postrzegałem mieszkańców południowych Indii. Najbardziej przypadli mnie do gustu mieszkańcy Kerali. Być może dlatego że zamieszkują ją bliżsi obyczajowo chrześcijanie. Ludzie zamieszkujący południową część Indii są wyluzowani, czasem wręcz flegmatyczni. Sprzedawcy niechętnie się targują, a ceny dla turystów są w granicach rozsądku. Niestety, mimo upływu lat, im bardziej na północ, tym bardziej wracają wspomnienia z I wyprawy.
Nie tylko inni ludzie, ale też Indie zmieniły się przez 10 lat. Zamówienie czarnej herbaty nie jest szokujące dla kelnera. Coraz więcej jest toalet – western style. W wielu miastach prowadzone są kampanie na rzecz czystych Indii. Pojawiły się kosze na śmieci.

Również zmienia się stosunek Hindusów do białych. Nie są już postrzegani jako bogacze. Indyjscy informatycy najczęściej zarabiają więcej niż zagraniczni turyści. Dobrym przykładem może być zakup biletu na autobus w czasie długiego weekendu. W kolejce stoją turyści. Przychodzi Hindus, który staje grzecznie na końcu ogonka. Trzej zagraniczni turyści rezygnują z zakupu biletu autobusowego semi-sleeper za 3 700 INR, czyli cena biletu lotniczego kupionego z kilku tygodniowym wyprzedzeniem. Hindus płaci tą cenę bez mrugnięcia oka. Oczywiście większość mieszkańców Indii jest biedna, podobnie jak było to 10 lat temu. Nie tylko w Indiach, ale na całym świecie rośnie rozwarstwienie w zamożności i poziomie życia.   































































































































































































































































































































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz